"No love, no light, no end in sight
And I’m looking for a miracle
And I’m looking for a miracle
But I hope, I pray and I will fight
'Cause I’m looking for a miracle
'Cause I’m looking for a miracle"*
And I’m looking for a miracle
And I’m looking for a miracle
But I hope, I pray and I will fight
'Cause I’m looking for a miracle
'Cause I’m looking for a miracle"*
~Justin~
Kopnąłem mały kamień który wylądował w krzakach czyjegoś
domu. Włożyłem noszalecko dłonie do spodni pozwalając kciukom
wystawac, schyliłem głowe w dół i ruszyłem samochodem w kierunku
swojego domu który znajdował się parenaście kilometrów od domu
Vivianne. Z każdą minutą zastanawiałem się dlaczego ją zaczynam
lubiec. Nie była żadną z tych dziewczyn w których gustowałem. Z
przynudzeniem słuchałem opowiadań Emily na temat tej owej istotki,
a teraz mógłbym poświęcic cały dzień i jeszcze więcej, byleby
dowiedziec się o niej wszystkiego.
Przygryzłem dolną wargę powstrzymując się od głupkowatego
uśmiechu który był spowodowany myślami krążącymi wokół
blondynki. Nie sądziłem nigdy w życiu, że jakaś dziewczyna zrobi
z mojego mózgu jakąś telenowele. Fakt, że była ładna był
niczym. Jej uśmiech wywoływał ciarki na moich plecach, a oczy,
niebieskie z domieszką szarości wyglądały pięknie gdy padał na
nie księżyc.
Przestań.
Przestań się zadręczac. Przestań krzątac myśli wokół
Vivianne. To normalna dziewczyna z którą pocałowałem się kilka
razy. Czyli tak jak z pozostałymi. Nic nadzwyczajnego.
Przeczesałem starannie swoje włosy które już były troche za
długie, prosiły się o fryzjera ale jakoś brak czasu dawał sie
zawsze we znaki. Zaciągnąłem się powietrzem wyglądając zza okno
samochodu. Ludzie biegali ulicami potykając się o swoje własne
nogi albo o siebie nawzajem. Zaśmiałem się przypominając sobie
jak biegałem po tych ulicach, a goniąca mnie niania krzyczała
żebym sie zatrzymał. Nigdy jej nie słuchałem i pewnie dlatego
odeszła na drugi dzień po zatrudnieniu.
Zauważajac znany samochód mojej mamy uśmiechnąłem się pod
nosem i zaparkowałem niedaleko kawiarni w której musiałą
przebywac. Pewnie bedzie podpisywała kolejny kontrakt czy coś.
Wywróciłem oczami kiedy jakiś koleś zatrąbił na mnie.
Prawdopodobnie zająłem jego wcześniej upatrzone miejsce. Posłałem
mu srogie spojrzenie i środkowy palec po czym zwinnym i szybkim
ruchem wysiadłem z auta.
Zapach parzonej kawy doszedł do moich nozdrzy powodując przyjemne
wiercenie. Wystrój wnętrza był banalny. Górowała tutaj biel oraz
pomarańcz. Lada na przeciwko mnie była pokrytwa farbą koloru ochry
z małymi białymi kropkami, wyglądało to tak jakby ktoś włąśnie
wylał na to mleko które zaschło. Na oranżowych ścianach były
powieszone różnorakie obrazy przedstawiające martwa naturę.
Stoliki były ustawione pod oknami, a ceglasta lakierowana skóra
idealnie komponowała się z podłogą.
Gdy zauważyłem matke siedzącą i popijającą kawę z chińskiej
porcelany podeszłem do niej i usiadłem na przeciwko.
-Co tu robisz? - kobieta zmarszczyła brwi odstawiając fliżankę
na posadzkę
-Zauważyłem twoje auto. - mruknąłem wzruszając brwiami -Coś
nie tak?
-Nie, tylko jakaś dziewczyna czeka na ciebie w domu. - upiła
kolejny łyk kawy, a moje serce podskoczyło -Chyba nazywa sie
Vivianne. - wzruszyła ramionami kompletnie zatapiając się w
gazecie która leżała na przeciwko niej, wstałem z loży i
ruszyłem w kierunku drzwi kiedy zatrzymał mnie głos matki:
-Widziałam Rayan'a, szedł do nas.
Cholera.
~Vivianne~
Bolało.
Wszystko mnie bolało, a jestem pewna, że jeszcze nie zaczął.
Duże ręce chwyciły mnie w kostach u nóg i pociągnęły przez
cały pokój. Poczułam ból z tyłu w czaszce, a kiedy przyłożyłąm
do głowy rękę poczułam metalowy zapach krwi która zaraz pojawiła
się na moich palcach. Nie byłam w stanie nabrac powietrza kiedy
Rayan chwycił mnie za włosy i postawił na równe nogi. Zaczęłam
się wic i płakac jakbym właśnie przechodziła jakieś tortury
Jigsaw'a. Właściwie to nawet przypominało to cierpienie przez
które musieli przechodzic główni bohaterzy filmu. Tylko obeszło
się bez zabijania, chociaż tego pewna jeszcze nie jestem. Może
mnie zabije?
-Jesteś taka słodka kiedy się boisz. - chłopak spojrzał na mnie
zimnym spojrzeniem przechylając głowe na lewą strone i prawa, i
tak w kółko. Przełknęłam gule która uformowała mi się w moich
gardle podczas płaczu który wcale nie ustępował. Oh, zaraz,
przecież jestem kolejną ofiarą Jigsaw'a. Chwyciłam jego ręcę
które z każdą nanosekundą zaciskały się na mojej szyi z poteżną
siłą. Zaśmiał się bez krztu humoru i rzucił mną na stolik
który rozbił się na malutkie kawałeczki.
Krew.
Czułam jej metaliczny zapach na całym swoim ciele. Trzęsłam sie
jak galaretka kiedy niepewnie podniosłam ręke by później zauważyc
na niej czerwoną ciecz. Była wszędzie.
Rayan przyglądał mi się z rozbawieniem na twarzy. Czułam do
niego obrzydzenie. Nic innego nie władało moim ciałem poza
obrzydzeniem do tego chłopaka. Strach, ból, nienawiśc – wszystko
zniknęło.
Chłopak znowu podniósł mnie, tym razem ciągnąc za ramię – i
położył na miejscu gdzie nie było szkła. Nachylił się nade mną
powodując, że po moim ciele przeszły ciarki.
-Co ty na to żeby się zabawic? - szepnął do mojego ucha.
Nie dał szansy mi odpowiedziec ponieważ przyciągnął za jednym
zamachem krzesło które postawił na dłogości moich rąk które
były złączone nad moją głową. W zasięgu ręki odnalazł jakiś
skrawek materiału którym przywiązał moje ręce do nóg krzesła.
Zaczełam piszczec. Wiedziałam co ma w planach, ale nie sądziłam,
że to wydarzy się tak szybko.
-Zamknij się. - syknął tuż nad moją twarzą
Zaczełam krzyczec i wic się w przerażeniu. Chciałam żeby ktoś
mnie usłyszał i uratował. Nie ważne czy to bedzie Justin, czy
jakiś przechodni. Pragnęłam się wyrwac z jego mocnego uścisku
który obezwładnił moje ciało.
-Skarbie, nikt cie nie usłyszy. - zaśmiał sie odpinając guzik
moich spodni – Jesteśmy tutaj zupełnie sami.
Z przerażenia zamknęłam oczy. Zwinne palce Rayana zdjęły ze
mnie spodnie które wylądowały na końcu pokoju. Strach przemawiał
przez moje ciało dlatego natychmiast ścisnęłam uda nie pozwalając
tym samym by Rayan zrobił to co chciał. Jednak moje próby okazały
się bez sensu bo chłopak od razy swoją siłą rozszerzył uda.
Oblizał zachłannie wargi, a jego twarz znalazła się tuż obok
mojej. Jego usta przyssały się moich całując mnie w pełnym
pożądania pocałunku. Zdenerwował się kiedy nie odchyliłam warg
dlatego ugryzł mnie w jedną z nich powodując, że z moich ust
wydobył się okropny jęk przepełniony bólem. Gdy się odwrwał,
zauważyłam, że swoje spodnie ma już zdjęte i oczyma
przepełnionymi zapałem oraz głodem wiercą we mnie dziure. Jego
palce powędrowały do gumki moich majtek i zdjął je również za
jednymz zamachem. Pisnęłam i zaczełam kopac swoimi nogami o
podłoge.
-Już wiem dlaczego Justin cię lubi. - mruknął zaznaczając droge
swoimi palcami od moich ud wzdłuż. Gdy zatrzymał się na szyi
spojrzał na mnie. W jego oczach kryło się rozbawienie i chłód. -
A teraz Vivianne, pozwól, że cię przelecę.
Przelecę.
Jedno słowo, a potrafi wywołac ból. Jednno słowo a
potrafi zmusic nas do szybkiego działania. Ale gdy nie potrafisz się
ruszyc, a twoją jedyną pomocą są łzy oraz krzyk – starasz się
nie denerwowac osoby która wypowiedziała TO słowo.
Justin, gdzie do cholery jesteś?
Moja podświadomośc zadaje sobie takie pytanie odkąd Rayan
wtargnął nieproszony do domu chłopaka. A teraz spokojnie chce
mnie... przeleciec. Moim ciałem zatrzepotało ze zimna i
strachu kiedy zaczęłam sie nad tym bardziej zastanawiac. Chciałam
mu się wyrwac, uciec, ale jego ciężkie i pełne siły ciało
umożliwiało mi tą czynnośc przez co płakałam jeszcze bardziej.
-Prosze, Rayan. - łkałam -Zrobie co zechcesz tylko mnie zostaw.
Szatyn zaśmiał się wyjmując z kieszeni koszuli plastikową
paczuszkę. Oh, miał chociaż godnośc przynieśc ze sobą
prezerwatywę. Zamknęłam mocno oczy, a kiedy poczułam coś w sobie
krzyknęłam z bólu i zaczęłam jeszcze bardziej kopac i płakac.
Moje czyny sprawiły, że Rayan pchał mocniej, z większą siłą i
porządaniem.
Zacisnęłam mocno szczękę z bólu i nie majac siły już
krzyczec, płakac czy się wiercic, leżałam nadzwyczajnie
spokojnie, jakbym właśnie śniła o jednorożcach i różowej łące.
A przede mną rozgrywał się właśnie koszmar, horror którego
nigdy nie chciałam doświadczyc.
Zachłysnęłam się powietrzem kiedy drzwi od domu otworzyły się
z impetem. Nie mając innego wyboru zaczęłam krzyczec jakbym
włąśnie została opętana i potrzebowała jakiegoś egzorcyzmu.
Nie byłam w stanie zobaczyc kto wparował do domu Justina ponieważ
czułam się słaba, przed moimi oczami pojawiały się czarne plamy
sygnalizujące, że moge w każdej chwili zemdlec.
Poczułam jeszcze jak Rayan staje na równe nogi tym samym wychodząc
ze mnie.
Chwila. Czy on leży na ziemi i jest okładany pięściami?
Nie wiem.
I jak za sprawą magicznej różdżki, mdleje.
***
* "Ani miłości, ani światła, ani końca w zasięgu wzroku
I czekam na cud,
I czekam na cud,
Ale mam nadzieję, modlę się i będę walczyć,
Ponieważ czekam na cud,
Ponieważ czekam na cud" - Tekst piosenki Miracle Hurts
Ten rozdział zostawiam wam do skomentowania.***
* "Ani miłości, ani światła, ani końca w zasięgu wzroku
I czekam na cud,
I czekam na cud,
Ale mam nadzieję, modlę się i będę walczyć,
Ponieważ czekam na cud,
Ponieważ czekam na cud" - Tekst piosenki Miracle Hurts
20 przewiduje na 31 sierpnia, a potem dodam notkę z planami na II cz.
OMG, OMG, OMG... Oddychać, oddychać... Co tu się dzieje?! dshfdgsvhfjdshfhsdjhfjhsd...
OdpowiedzUsuńsuper, czekam na następny <3
OdpowiedzUsuńJak mogl tak po prostu ja zgwalcic? Co za dupek.! Ide mu przypierdolic xD Dzieki ze tlumaczysz jest super xrdhgdhhghfvhf xoxo <3
OdpowiedzUsuńOMG...OMG...CO SIEE TU WYDAZYLO ;O SZOKK...THX ZA TLUMACZENIE CZEKAM NA NN
OdpowiedzUsuńOMFG OMFG OMFG OMFG . NAWET NIE WIEM CO NAPISAC , CZEKAM NA NASTEPNY <3
OdpowiedzUsuńo cholera :o jak on mógł, Ryan ty dupku -,-"
OdpowiedzUsuńczekam na nn x
OMG ●·●
OdpowiedzUsuńCzekam na nn ^^
OdpowiedzUsuńKocham to <3
OdpowiedzUsuńnie sądziłam że Ryan może być aż takim chujem ughhh :/ biedna dziewczyna :c czekam na następny xx
OdpowiedzUsuń